Firmy start-up w natarciu

W Polsce 7 na 10 start-upów upada jeszcze przed rozpoczęciem komercyjnej działalności. To jest przed swoimi drugimi urodzinami. Natomiast spośród pozostałych start-upów zaledwie co 10. firma, ma szanse zarobić naprawdę duże pieniądze.

Dzisiaj niemal każde miasto powiatowe, chce mieć u siebie albo inkubator przedsiębiorczości, albo festiwal młodych przedsiębiorców, albo przynajmniej zlot firm typu start-up. Po co? Aby zatrzymać młodych ludzi w kraju, zmniejszyć bezrobocie i zwiększyć dochody do gminnej kasy. Dlatego też, młodym ludziom podsuwa się pod nos życiorysy Marka Zuckerberga czy Billa Gatesa. I mówi: „Oni też nie mieli nic. A swoje pierwsze firmy zakładali w garażu. Natomiast dzisiaj są milionerami. Wy też tak możecie!”.

Trzeba przyznać, że to działa na wyobraźnię i chętnych do zakładania nowych firm nie brakuje. Problem w tym, że wiele pomysłów na biznes rozbija się o skały rzeczywistości. Na przykład – o brak rzetelnie sporządzonego biznesplanu, czy też o realny harmonogram przepływu środków pieniężnych (Cash-flow).

W ciągu ostatnich 5 lat polskie raczkujące start-upy, złożyły do Regionalnych Programów Operacyjnych wnioski o dofinansowanie na kwotę ponad 12 miliardów złotych. Cóż z tego jednak, skoro aż 75% z nich trzeba było odrzucić. Dlaczego? Ponieważ roiło się w nich od błędów formalnych, dokumentacja była niekompletna, a biznesplany to były zbiory pobożnych życzeń…

Mimo to, początkujący przedsiębiorcy cały czas prą do przodu. I przedstawiają, co rusz nowe pomysły na biznes. Nowe firmy (prym wiedzie branża IT) powstają dosłownie jak grzyby po deszczu. Jednak założenie firmy to nie to samo, co jej prowadzenie. Można mieć dobry pomysł na biznes i nawet prowadzić go na niewielką skalę przez pierwsze kilkanaście miesięcy. Problem pojawia się, kiedy przedsiębiorca chce wyjść z butów start-upowca. Czyli sprzedawać swój produkt lub usługę na skalę ogólnopolską czy też europejską.

To wtedy potrzebne są pieniądze na rozkręcenie działalności. A te zdobyć jest niełatwo. Banki się do tego nie palą, uważając że przedsiębiorstwa typu start-up są zbyt ryzykowne. A zatem, pozostają tylko prywatne firmy (tzw. Anioły biznesu) lub fundusze inwestycyjne. Jednak szansę na rozkręcenie biznesu przy pomocy funduszu ma tylko 1 na 10 firm. Dlaczego? Ponieważ fundusze inwestycyjne finansują tylko takie przedsięwzięcia, których scenariusze przyszłych wydarzeń, mieszczą się w ściśle określonych z góry standardach (czytaj: mogą przynieść szybko pokaźny zysk). Fundusze wiedzą bowiem o tym, że wspaniały pomysł na biznes, to tylko połowa sukcesu. I by osiągnąć sukces, trzeba działać szybciej, lepiej i taniej od konkurentów. W przeciwnym bowiem razie, wyłożone pieniądze mogą zostać stracone.

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że chciwość funduszy podcina start-upom skrzydła. I przez to Polska jeszcze nie dorobiła się stadka dorodnych firm mogących śmiało konkurować nie tylko na europejskim, ale też na światowym rynku. Ale to nie chciwość – tylko brutalna rzeczywistość. Żyjemy bowiem w globalnej wiosce i sukcesu nie odniesie ten, kto próbuje np. kopiować pomysły innych. Rynek opanowały firmy globalne i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja szybko uległa zmianie. Dlatego też, nie będzie np. polskiego Facebook`a czy polskiej Google.

Natomiast szansę na sukces na skalę europejską czy światową odniesie tylko ten, kto jest oryginalny. Czyli ten, który zaproponuje coś, czego jeszcze nie było. Na przykład – ciekawą i przydatną ludziom aplikację na smartfona. Albo też oryginalne urządzenie medyczne, które ułatwia codzienne życie przewlekle chorym (astma, cukrzyca). Szansę na sukces mają też racjonalizatorzy, którzy zaproponują np. jakieś urządzenie, które nie ma wad urządzeń już istniejących. A jego cena rynkowa, nie będzie przekraczać 30% ceny urządzenia, które dzisiaj klient może kupić na rynku.

Pin It